Szef FBI: rząd musi mieć dostęp do wszystkich zaszyfrowanych treści

Szef FBI nie chce, abyśmy korzystali z technologii szyfrujących nasze osobiste dane. Powiedział, że dla naszego bezpieczeństwa federalni powinni mieć nieograniczony dostęp do wszystkiego, co przetrzymujemy w chmurze czy na twardym dysku, co piszemy w e-mailu lub wysyłamy w wiadomości SMS. Bezpieczeństwo, jak uważa, jest ważniejsze od prywatności. Ponadto, tylko przestępcy mają coś do ukrycia.

Właściwie, według tego co szef FBI James Comey powiedział członkom Komitetu Sądownictwa Senatu, to aby pozostać o krok przed „tymi złymi”, służby powinny mieć swobodny dostęp do każdej istniejącej technologii pozwalającej na odszyfrowywanie danych. Zaś rząd powinien pełnić rolę arbitra decydującego o tym, czy odszyfrowanie jest konieczne czy też nie.

Comey poczynił te wypowiedzi w ramach wykładu, który odbył się jako część panelu „ekspertów” zaproszonych na spotkanie o nazwie „Wchodzenie w ciemność: Szyfrowanie, Technologie i Równowaga pomiędzy publicznym bezpieczeństwem a prywatnością”.

Jednak specjaliści ostrzegają, że nadanie FBI takich uprawnień wiązałoby się z ułatwieniem dostępu do danych także osobom niepożądanym.

Comey nie jest przekonany. „To oczywiste, rządy państw całego świata, wliczając to naszych najbliższych sojuszników, widzą poważne zagrożenia dla publicznego bezpieczeństwa w sytuacji, gdy przestępcy mogą planować i przeprowadzać nielegalne akcje bez lęku o wpadkę”, powiedział Komitetowi.

Ponownie agencji autokracji domagają się, by Amerykanie poświęcili indywidualną wolność na ołtarzu „narodowego bezpieczeństwa”. Nigdzie nie zostało to przedstawione jaśniej, niż w postawionym przez Comeya pytaniu:

Czy czujemy się dobrze wobec technicznych rozwiązań, których rezultatem są bariery ograniczające możliwość zdobycia dowodów przestępstwa?

Lub jak zapytał Jacob Sullum we wpisie opublikowanym przez Reason:

Czy czujemy się dobrze wobec wymuszanych technicznych rozwiązań, których rezultatem jest uczynienie wrażliwych informacji bardziej dostępnymi dla ludzi ze złymi intencjami, wliczając to także tych pracujących dla rządu?

Oczywiście Comey sprawia wrażenie dbającego o „wymagania i ochronę praw i Konstytucji”. Ale ponownie NSA i tuzin innych agencji federalnych zawsze znajdzie konstytucyjny pretekst pozwalający na olewanie pięknie brzmiących praw na temat wolności.

W rzeczywistości federalni naprawdę wierzą (lub zdają się wierzyć), że mają te uprawnienia. Jak tłumaczy Comey, „Nie prosimy o rozszerzenie władzy rządu odnośnie inwigilacji, zamiast tego prosimy o zabezpieczenie, abyśmy mogli kontynuować zbieranie informacji elektronicznej oraz dowodów zgodnie z prawem, które Kongres zapewnił nam, aby Ameryka była bezpieczna.”

Tak! Oni wcale nie chcą naruszać waszej wolności osobistej, po prostu są do tego zmuszeni, aby zapewnić wam bezpieczeństwo.
Problem tkwi w tym, że ani Comey, ani jego agenci i podwładni, nie postrzegają siebie jako źródła zagrożenia.

NSA, FBI, IRS, DHS i inne nie mogą z jednej strony udawać, że tylko ścigają terrorystów, a z drugiej przyznawać się, że prowadzą inwigilację całościowej elektronicznej komunikacji każdego Amerykanina. Zwróćmy uwagę tylko na kilka przykładów ukazujących rozwój państwa inwigilacyjnego w USA.

IRS upiera się, że jej agenci nie potrzebują nakazu, aby móc czytać e-maile „podatników”.

Zgodnie z dokumentem uzyskanym od IRS jako efekt pozwu sądowego ze strony ACLU (American Civil Liberties Union), służba gromadząca podatki i dane uważa, że Amerykanie „generalnie nie mają prywatności”, jeśli chodzi o informacje zawarte w jakiejkolwiek elektronicznej komunikacji, zaczynając od e-maili, a kończąc na wiadomościach wymienianych na chatach Facebook lub Twitter.

Te drogi komunikacji, jak zapewniają, nie są chronione przez prawa dotyczące prywatności na zasadach dotyczących innych metod komunikacji w naszym codziennym życiu; w związku z tym IRS nie potrzebuje nakazu sądu, by w treść tejże komunikacji się zagłębić.

A co z bardziej tradycyjnymi formami komunikacji? Rząd również ma je wszystkie odpowiednio śledzone i skatalogowane.
Według publikacji z New York Times opublikowanej w lipcu 2013, historia dotyczy mieszkańca Buffalo, New York, o imieniu Leslie James Pickering. We wrześniu 2012 r. miał on otrzymać pocztą „coś dziwnego”: „ręcznie napisana kartka, najwyraźniej dostarczona przypadkowo, z instrukcjami dla pracowników poczty, aby zwrócili szczególną uwagę na listy i paczki dostarczane do jego domu”.

Kartka – której zdjęcie zostało opublikowane w artykule New York Times – nosi napis: „Przedstawiać całą korespondencję

Notatka z poczty Leslie Pickeringa.

Notatka z poczty Leslie Pickeringa.

przełożonemu w celu kopiowania przed wydaniem”. Imię Pickeringa było również napisane na kartce, a także zwrot „Poufne”, napisane na zielono. Najwyraźniej Pickering padł ofiarą systemu inwigilacji tradycyjnej korespondencji.

Podczas gdy szef FBI Comey upiera się, że wręczenie rządowi klucza do odszyfrowywania wszelkich zaszyfrowanych danych jest najlepszym rozwiązaniem na utrzymanie nas w bezpieczeństwie i obronę przed przestępcami, ignoruje fakt, że istnieją przestępcy w Washington, D.C. którzy stwarzają dużo wyraźniejsze i pilniejszego typu zagrożenie dla naszej wolności, niż jakikolwiek przypuszczalny „terrorysta”, trzymający swoje dane bezpiecznie ukryte przed agentami inwigilacyjnego państwa.


Cyfrowa Matka

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Sper napisał(a):

    Zabierzmy broń ludziom – taa, przestępcy oczywiście będą się tego zakazu trzymać.
    Zabierzmy szyfrowanie ludziom – taa, przestępcy oczywiście będą się tego zakazu trzymać
    Zabierzmy …

  2. yhm napisał(a):

    W Korei Płn. władza też ma dostęp do wszystkich danych obywateli i wiadomo jakie bezpieczeństwo gwarantuje im władza. Miejsca w których nic się nie ukryje przed rządzącymi, jest niczym innym, ale zwykłym totalitaryzmem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *